1

Pod namiotami w Puźnikach 2021 – relacja z wyprawy

Miejsce biwakowe w Puźnikach
Miejsce biwakowe w Puźnikach

Do Puźnik wybraliśmy się w drugiej połowie sierpnia z planem, aby spędzić tam dwie noce i mieć do dyspozycji jeden cały dzień na zwiedzanie Puźnik i okolic. Grupą w składzie: Adam Baraniecki, Michał Baraniecki i Konrad Zaleski, wyjechaliśmy z Koropca ok. godziny 17-tej i dość mocno zniszczoną drogą pojechaliśmy do wsi Sadowe, dawniej zwanej Nowosiółą Koropiecką.

Nowosiółka jest wsią niezwykle spokojną i jakby odciętą od świata, a przy tym bardzo malowniczą i stosunkowo dobrze zadbaną przez swoich mieszkańców. Początkowo planowaliśmy, aby zostawić tu samochód i dalej pójść pieszo do Puźnik z plecakami oraz namiotami. Po rozmowie z mieszkańcami, okazało się jednak, że do Puźnik można dojechać samochodem osobowym pod warunkiem, że nie będzie padał deszcz, co znacząco utrudniłoby dojazd.  Po krótkim zwiedzeniu cmentarza w Nowosiółce, wsiedliśmy do samochodu, aby zdążyć do Puźnik jeszcze przed zmierzchem.

Dojazd

Żeby dojechać do Puźnik od strony Nowosiółki lub Koropca, należy pojechać kawałeczek drogą „asfaltową” w kierunku na Zubrzec i skręcić w lewo w polną drogę tuż przed skrajem lasu. Jadąc dalej bardzo ostrożnie między głębokimi koleinami, po ok. 4 km dojechaliśmy do Puźnik od strony wschodniej. Na skrzyżowaniu dróg przy dawnej Kolonii pojechaliśmy prosto wzdłuż wyschniętego już dawno potoku i dotarliśmy do stawku. Następnie skręciliśmy jeszcze w lewo podjeżdżając ok. 30 m w kierunku głównej drogi w centrum Puźnik. Zatrzymaliśmy się przy małej polance, gdzie postanowiliśmy rozbić namioty, tuż obok starych drzew owocowych, prawdopodobnie z sadu Haniszewskich lub Ługowskich. Chyba nikt z osób opuszczających to miejsce w roku 1945 nie zdawał sobie sprawy, ze ich potomkowie przyjadą tu jeszcze kiedyś japońskim samochodem.

Noc w Puźnikach

Zapadł już zmrok. Byliśmy mocno podekscytowani. Przy rozpalonym ognisku zjedliśmy kolację popijając gorącą herbatę ugotowaną na turystycznej kuchence gazowej i odpowiednio wzmocnioną, adekwatnie do sprzyjających okoliczności 🙂. Na spanie było jeszcze za wcześnie, dlatego udaliśmy się na nocny rekonesans po Puźnikach.

Poszliśmy w górę drogą, która szerokim łukiem zaprowadziła nas wprost na cmentarz. Tliły się tu jeszcze znicze pozostawione zaledwie dwa dni wcześniej przez harcerzy, którzy już trzeci rok z rzędu przez kilka dni porządkowali teren puźnickiego cmentarza. W świetle latarek mogliśmy podziwiać imponujące efekty tych prac. Przyjdziemy tu jeszcze następnego dnia.
Wróciliśmy do naszej bazy i udaliśmy się następnie w drugą stronę, aby popatrzeć na Puźniki ze wzgórza od północy za stawkiem, z drogi od Zalesia. Była akurat pełnia a widok na ciemny puźnicki las na tle gwiaździstego nieba był po prostu niesamowity.

 

Poszliśmy spać, co na nierównej gliniastej ziemi nie było zbyt komfortowe. Co jakiś czas dało się słyszeć lekko niepokojący odgłos spadających jabłek.

Cmentarz

Na drugi dzień z rana udaliśmy się od razu na cmentarz. Zakres zmian od czasu mojego ostatniego pobytu w tym miejscu w maju 2019 jest ogromny. Dzięki harcerzom z Łódzkiej Chorągwi ZHP i cennej pomocy mieszkańców wsi Sadowe, cały teren tzw. starego cmentarza został  oczyszczony z chaszczy i większości drzew. Wszystkie ocalałe groby zostały uporządkowane i odnowione. Udało się odnaleźć w sumie pięć nowych grobów, których 2 lata temu nie zauważyliśmy:

  • Rozalia Krowicka 1907-1918,
  • Józefa Poterałowicz 1833-1904
  • Maria Koryzna ?-1911(?)
  • Wojciech Kosiński ?-?
  • Jan Hałuszczyński 1844-1892 – chyba najstarsza znaleziona mogiła.

Józefa Poterałowicz, to moja pra-pra babcia i zarazem babcia mojego dziadka Antoniego Baranieckiego, który leży gdzieś niedaleko na „nowym” cmentarzu, kompletnie przeoranym i już zarośniętym. Na fragmencie nagrobka Józefy Poterałowicz widnieje wzruszający napis „Dobrą matusię do grobu złożyli i zwłoki ziemią przykryli i tylko w głowie kamienie głaze syn twój matusię darze„.

 

Teren starego cmentarza został z trzech stron otoczony solidnym drewnianym płotem, który w chwili naszej wizyty był jeszcze wykańczany przez dwóch pracowników ze wsi Sadowe. Czwarty bok cmentarza przylega bezpośrednio do nowego cmentarza, na którym pochówki rozpoczęły się po wybuchu wojny, stąd brak kamiennych nagrobków. Być może ten teren również uda się w jakimś stopniu kiedyś uporządkować. A jest to miejsce szczególne, ponieważ tam właśnie znajduje się nieodkryta jeszcze mogiła ok. 80 Puźniczan zamordowanych w lutym 1945 roku.

Kopanki

Dalsza część naszego planu przewidywała dojście do Klukowa, dawnej dzielnicy Puźnik, a następnie jeszcze do Zalesia, aby wrócić do Puźnik od północy. Prosto z cmentarza udaliśmy się zatem stromym zejściem w dół w kierunku „Kopanek” przy potoku. Idąc po dość trudnym terenie, doszliśmy do małego strumyczka i jaru powstałego wśród białych skał wapiennych. Mieliśmy nadzieję, że uda nam się dojść jarem do Klukowa. Teren ten, zwany „Kopankami”, jest bardzo ciekawy i z pewnością byłby świetną atrakcją turystyczną, gdy tylko był bardziej dostępny. Wzdłuż głębokiego rowu występuje szereg osuwisk skalnych, a potok przez dłuższy odcinek nie jest widoczny, gdyż płynie pod kamieniami. Gdzieniegdzie z wapiennego zbocza dopływają małe strumyczki. Dość urokliwie wygląda również miejsce, gdzie widać jak wąski potoczek kończy się małym zbiornikiem i znika gdzieś pod ziemią.

Niestety dalsze przejście w kierunku Klukowa okazało się „mission impossible”. Jar stawał się coraz bardziej niedostępny za sprawą zwalonych drzew, a stara droga, która kiedyś pewnie wiodła gdzieś wzdłuż potoku, teraz jest intensywnie zarośnięta wysokimi zaroślami i pokrzywami. Musieliśmy się wycofać i stromym zboczem pod górę wróciliśmy nieco zmęczeni do cmentarza a następnie do bazy namiotowej, aby trochę odsapnąć. Poniższa mapka obrazuje całą trasę naszej wycieczki, która zabrała nam sporo cennego czasu, ale mimo wszystko okazała się interesująca.

Zalesie

Do Zalesia udaliśmy się najprostszą i jedyną możliwą drogą z Puźnik, która wiedzie od stawku w górę poprzez „Nagórzankę”, wzdłuż pól zarośniętych głównie soją. Za wzgórzem skierowaliśmy się w lewo i doszliśmy do pierwszych zabudowań Zalesia. W tym miejscu teren jest dość podmokły, dlatego, jeśli ktoś chciałby się kiedyś wybrać do Puźnik od strony Zalesia, to tutaj musi zostawić samochód i dalej iść pieszo.

W centrum Zalesia znajduje się cerkiew wraz z przyległym cmentarzem, który postanowiliśmy zwiedzić. Zobaczyliśmy tu zbiorową mogiłę Polaków i Ukraińców, na której widnieją 34 nazwiska. Są to mieszkańcy z samego Zalesia, którzy w lutym 1945 roku zostali okrutnie zamordowani przez partyzantów UPA i spaleni w pobliskiej suszarni tytoniu. Część ludzi została spalona żywcem, a część została wcześniej poćwiartowa. Zbrodnia w Zalesiu miała miejsce tydzień przed pogromem w Puźnikach. Oprócz mieszkańców Zalesia zginęło wówczas jeszcze więcej osób, które miały pecha przejeżdżać tego dnia przez Zalesie, w tym 7 mieszkańców Puźnik i Nowosiółki Koropieckiej, w sumie ponad 60 osób. Wśród nich był ojciec Józefa Chaszczewskiego z Nowosiółki, z którym mieliśmy okazję rozmawiać kilka dni po powrocie z Ukrainy.

 

Gdy usiedliśmy na ławeczce pod cerkwią, podeszła do nas zaciekawiona starowinka. Nie znała języka polskiego, ale jak powiedziała, wszystko rozumie po polsku i ma polskie korzenie, a w latach 70-tych odwiedzała nawet swoich krewnych w Ratowicach. Czuła najwyraźniej potrzebę porozmawiania z nami. Gdy spojrzała na stojącą obok zbiorową mogiłę, ze łzami w oczach wspomniała tamto wydarzenie, które w tak straszny sposób przerwało życie tylu niewinnych ludzi.

Ukraińcy

Bolesne czasy już minęły, podobnie jak barbarzyńskie ideologie. Większość ludzi che żyć w pokoju i w poczuciu, że zło zostało potępione, a zbrodniarze napiętnowani. Dlatego jedyne co boli nadal nas Polaków, to fakt, że taki Petro Chamczuk „Bystry” ma dziś swój pomnik w pobliskich Monasterzyskach, a w wielu ukraińskich wsiach powiewają flagi, które przynajmniej Polakom kojarzą się ze złem wcielonym. Tak, jakby komuś zależało na tym, aby Polaków i Ukraińców skłócić ze sobą.

Ukraińcy, to wspaniały i dumny naród, z indywidualną a zarazem trudną ścieżką swojego rozwoju. Naród, który od zaledwie 30 lat pierwszy raz w swojej historii może się rozwijać w warunkach pełnej niepodległości. Budowa wspólnoty narodowej, to wspaniała rzecz, a dbanie o dobro narodu jest naturalne i czymś zrozumiałym. Tak powinny postępować wszystkie narody, podobnie jak wspólnota rodzinna powinna dbać o dobro rodziny. Niezrozumiałe i niegodne jest natomiast kształtowanie tożsamości narodowej na ukrywaniu prawdy i czczeniu fałszywych bohaterów, którzy w imię chorej ideologii narodowej czynili wielkie zło a z okrucieństwa czerpali satysfakcję. Być może jakimś wyjaśnieniem tego jest po prostu nieznajomość tej prawdy, co jest niestety jedynym pocieszeniem, które przychodzi mi na dzień dzisiejszy do głowy.

Jabłka z sadu

Wróciliśmy do Puźnik i zostało jeszcze trochę czasu na zobaczenie innych miejsc. Stwierdziłem, że muszę dokładniej spenetrować miejsce, gdzie żyli moi przodkowie. Posesja Baranieckich znajdowała się niedaleko kościoła, tuż za „rowem Baranieckich”, który istnieje po dziś dzień. Wszystko jest tu obecnie mocno zarośnięte, ale idąc wzdłuż rowu, udało mi się jakoś przedrzeć do sadu, gdzie zostało jeszcze sporo starych jabłoni.

 

Mus Puźnicki
Mus Puźnicki

Jak powiedziała mi kiedyś moja Ciocia Frania, jabłonie zostały zasadzone tu w większości w roku 1937 i potrafiła wymienić nawet wszystkie gatunki. Jabłka, to obecnie  jedyny można powiedzieć „żywy” ślad po tamtych czasach. Są już mocno zdziczałe, ale jadalne. Nie zastanawiając się długo, zebrałem ich całą torbę, już nie patrząc, jakie są to gatunki. Przywiozłem do Polski i wysłałem do Cioci Frani i Stryjka Staszka w postaci „musu puźnickiego”, który smakował wyśmienicie.

 

 

Trzeciego dnia rano opuściliśmy Puźniki. Na skrzyżowaniu przy Koloni nie pojechaliśmy prosto, ale skręciliśmy w lewo jadąc dłuższą drogą do Barysza, skąd przez Jezierzany i Monasterzyska pojechaliśmy do Stanisławowa, a następnie do Lwowa, gdzie spędziliśmy ostatnie dwa piękne dni na Ukrainie.

 




Relacja z wyjazdu do Puźnik w lipcu 1995

Ponad 40 minutowa relacja z wyjazdu do Puźnik zorganizowanego przez mieszkańców Ratowic i który miał miejsce 19 lipca 1995 przy okazji wyjazdu na Ukrainę zorganizowanego przez stowarzyszenie Buczaczan z Wrocławia.

Materiał został zgrany ze starej kasety VHS udostępnionej nam przez Zbigniewa Szczupaczyńskiego i wzbogacony o plan Puźnik z rozmieszczeniem domów.

Na filmie wypowiadają się cztery osoby pochodzące z Puźnik: Kazimierz Niżyński (ur. 1920), Szczepan Jasiński (1928), Mieczysław Biernacki (1929) i Mieczysław Markowski (1929).




Rowerem do Puźnik 2019 – relacja z wyprawy

Rowerami do Puźnik

Z Puźnik pochodził mój ojciec, Stefan Baraniecki, a Baranieccy żyli w Puźnikach od końca XVIII wieku przez sześć pokoleń. Wspomnienia o tym miejscu często wypełniały rozmowy podczas rodzinnych spotkań mojego dzieciństwa. Zawsze chciałem tam pojechać i w końcu marzenie to udało się spełnić.

Planując wyprawę, doszedłem do wniosku, że warto zabrać ze sobą rowery, aby  dotrzeć do Puźnik szybciej niż piechotą i przy okazji zobaczyć więcej innych miejsc. Pomysł nie do końca okazał się trafiony :), ale mimo wszystko warto było.

Wyprawa na Ukrainę odbyła się w dniach 1-5 Maja 2019 roku i brało w niej udział 6 osób. Oprócz mnie, w ekipie była jeszcze moja żona Krystyna, mój brat Jacek Baraniecki, dwójka jego dorosłych dzieci Ewa i Michał, oraz Adam Bielawa – wnuk Jana Biernackiego, puźnickiego organisty.

Granicę przekroczyliśmy trzema samochodami w Budomierzu, skąd slalomem po lokalnych dziurawych drogach udaliśmy się do Lwowa. Po 3 godzinach zwiedzania lwowskiej starówki ruszyliśmy dalej i drogą przez Tarnopol dotarliśmy późnym wieczorem do Motelu 57 km koło Buczacza, gdzie była nasza baza noclegowa.

Motel 57 mil
Nasza baza noclegowa

Motel jest położony na obrzeżach Buczacza przy drodze na Monasterzyska i zapewnia całkiem niezłe warunki noclegowe. Najkrótsza droga do Puźnik zaczyna się tuż przy motelu i wiedzie przez Barysz. Długość trasy, to ok. 14 km, co dla nawet przeciętnych rowerzystów wydaje się dystansem stosunkowo krótkim.

Początek drogi zobaczyliśmy z naszego okna na drugi dzień, gdy było już jasno (patrz fotografia poniżej). Rano padał deszcz, ale wkrótce się rozpogodziło. Przygotowaliśmy rowery i optymistycznym nastawieniem wyruszyliśmy.

Widok z okna motelu 57 mil
Tą drogą planowaliśmy wyruszyć rowerami do Puźnik

Glina

Jak wiadomo, bogactwem Ukrainy są żyzne czarnoziemy, a teren, na którym się znajdowaliśmy dominował w czarnoziemy gliniaste. Jazda rowerem po polnej gliniastej drodze wydawała się początkowo całkiem wygodna. Pomimo mokrej nawierzchni, droga była w miarę dobrze utwardzona i nie tworzyło się błoto, które mogłoby istotnie utrudnić jazdę.

Glina ma jednak taką cechę, a przynajmniej ta glina po której jechaliśmy, że jeśli jest mokra, to doskonale przykleja się do opony. Po kilkuset metrach takiej jazdy, warstwa przyklejonej gliny staje się na tyle gruba, że skleja się z błotnikami i dodatkowo zakrywa klocki hamulcowe. Nie dało się dalej jechać, a nawet prowadzenie roweru okazało się niezwykle trudne, ponieważ zasychająca glina unieruchamiała koła. Zdecydowaliśmy się na odwrót i z trudem wróciliśmy do punktu wyjścia.

 

Jednak nie skapitulowaliśmy. Na pobliskiej stacji benzynowej oczyściliśmy rowery z gliny i zdecydowaliśmy, że pojedziemy do Barysza lepszą drogą przez Wierzbiatyn.

Droga przez Wierzbiatyn

Częściowo asfaltowa droga pozwalała w końcu na w miarę przyjemną jazdę. Aby nie ryzykować kolejnego zaklejenia się kół, musieliśmy jednak zdjąć lub podnieść błotniki.

Okoliczne tereny są bardzo malownicze i w większości mają charakter rolniczy. Mijaliśmy kilka stawów. Znaleźliśmy też przecinający drogę nasyp kolejowy nieistniejącej już linii kolejowej łączącej kiedyś Buczacz ze Stanisławowem i będącej fragmentem Galicyjskiej Kolei Transwersalnej.

Pola i gospodarstwa są zadbane, a ludzie wydają się być pogodni i zaradni. Na nasz widok byli trochę zdziwieni, nic dziwnego, wycieczek rowerowych raczej nie spotyka się tam zbyt często.

 

Dotarliśmy do Barysza.

Barysz

Barysz jest wsią dość rozległą położoną na pagórkowatym obszarze. Posiada długą i ciekawą historię. W XVI wieku, Barysz otrzymał prawa miejskie, które utracił po II Wojnie Światowej. Przed wojną mieszkało tu ok. 7 tys. ludzi, z czego 65% stanowili Polacy, 30% Ukraińcy i 5% Żydzi. Dziś wioska liczy ok. 2,5 tys. mieszkańców. Do roku 1904, parafia Barysz obejmowała wieś Puźniki.

Z uwagi na spore opóźnienie, nie mieliśmy jednak czasu, aby dokładnie przyjrzeć się wszystkim zakątkom wsi. Przemknęliśmy więc szybko rowerami z krótkimi przerwami na wykonanie zdjęć. Udało nam się zamienić kilka zdań z miejscowymi ludźmi. Byli bardzo mili, ale się trochę dziwili, gdzie my jedziemy, przecież tam nic już nie ma.

Po drodze mijamy stary młyn i chyba śluzę. W głowie pojawił mi się obraz z traumatycznych wspomnień mojego stryja, Stanisława Baranieckiego, gdy opuszczał Puźniki w roku 1945 drogą właśnie przez Barysz, 3 dni po pogromie.

 

Dojazd do Puźnik od Barysza

Po przejechaniu przez Barysz, droga do Puźnik zaczyna się po ostrym zakręcie w prawo. Jedziemy krętymi drogami wśród pól i małych lasów. Podziwiamy piękne krajobrazy i zadbane pola. Co jakiś czas zatrzymujemy się, aby zdjąć z kół nagromadzoną glinę. Na telefonach mamy dokładną mapę z nawigacją. Wszystko się zgadza, Puźniki już niedaleko.

Jedziemy drogą na duże wzniesienie i dojeżdżamy na górę, gdzie stoi przydrożny krzyż. Widzimy stąd kolejne wzniesienie, prawie w całości zalesione. Tak, to na pewno Puźniki.

 

Krzyż został postawiony na skrzyżowaniu różnych dróg i występuje również na przedwojennych mapach topograficznych. Do centrum Puźnik można się dostać z tego miejsca na dwa sposoby. Pierwszą opcją jest zejście drogą na południe, aby wejść do Puźnik dołem od wschodu. Druga droga wiedzie górą w stronę Zalesia, aby po około 1 km zejść w dół od północy. Ustaliliśmy, że dostaniemy się do Puźnik od wschodu, a wrócimy górą od strony Zalesia.

Zjechaliśmy zatem rowerami ostro w dół do mocno podmokłego skrzyżowania, skąd prawdopodobnie bierze początek puźnicki potok, zwany „Potoczkiem”. Po lewej stronie znajdowała się zapewne kiedyś dzielnica Kolonia, a my pojechaliśmy trawiastą drogą w prawo, wzdłuż zarośniętego już potoku. Układ dróg zmienił się tu nieco od czasów istnienia wsi. Ta droga, którą jechaliśmy jest równoległa do historycznej głównej drogi Puźnik i została wytyczona prawdopodobnie, jako droga dojazdowa do stawu.

Okazało się, że nie byliśmy jedyną grupą turystów, która w tym czasie zamierzała odwiedzić Puźniki. Spotkaliśmy samochód terenowy szukający dogodnego wjazdu do nieistniejącej wsi. Po zagadnięciu, starsza pani powiedziała po ukraińsku, że mieszkała tu zaraz po wojnie. Niestety, nie mieliśmy czasu na dłuższą pogawędkę. Jak się dowiedzieliśmy kilka dni później, do Puźnik próbowała się dostać jeszcze grupa Polaków idąca od Zalesia, ale bezskutecznie z uwagi na zbyt podmokły teren.

Dotarliśmy do stawu, który dzisiaj znajduje się w miejscu dawnego „stawku”, ale z uwagi na sztuczne spiętrzenie wody (mała śluza), jest od niego nieco większy. Niedaleko, bardziej pod górę w stronę na północ, znajdowała się kiedyś „Kiernica”, czyli kolejne źródełko, które poprzez „Stawek”, spływało do „Potoczka”.

 

Przy stawie musieliśmy zejść z rowerów, aby przeprowadzić je jeszcze trochę w kierunku południowym ścieżką przez las. Znaleźliśmy się od razu w samym centrum wsi.

Wieś Puźniki

Większość powierzchni dawnych Puźnik jest aktualnie zarośnięta lasem, częściowo z nasadzeń a częściowo dzikimi drzewami i krzewami wymieszanymi gdzieniegdzie z resztkami starych drzew owocowych, które teraz podczas majowego kwitnienia wyraźnie zaznaczyły swoją obecność. Okres wiosenny jest generalnie dobrym okresem na penetrację tego terenu z uwagi na mniejszą intensywność roślin.

Wchodząc do lasu, dość szybko znaleźliśmy się na głównej drodze wsi i skierowaliśmy się w prawo na wschód. Rowery zostawiliśmy przy zwalonych drzewach i jak się okazało, było to samo centrum wsi, na skrzyżowaniu głównych dróg tuż przy nieistniejących już kościele.

Wzdłuż drogi do Koropca obok kościoła zachowały się jeszcze stare lipy. Bez trudu znaleźliśmy „grotę”, czyli odnowioną po wojnie kapliczkę z figurą Matki Boskiej, a następnie ślady po plebanii. Wyraźne są również ślady murów kościoła. W miejscu, gdzie znajdował się ołtarz, leży obecnie betonowy krzyż, a na nim położone zardzewiałe resztki żelaznego krzyża z dachu kościoła.

Rozeszliśmy się w różne strony i szukaliśmy jakichkolwiek śladów dawnych zabudowań. Znaleźliśmy wąwóz schodzący w stronę dawnego potoku, który był nazywany rowem Baranieckiego. Po lewej stronie rowu, przy drodze głównej był nasz rodzinny dom. Żadnych śladów, tylko krzaki i drzewa. Idąc wzdłuż rowu natknęliśmy się na bardzo stare drzewa owocowe, pewnie ze starego sadu. Na samym dole widać zarośnięte koryto potoku i zanim już zaczyna się kolejne wzniesienie.

Idąc od kościoła na południowy wschod dotarliśmy do cmentarza. Było już jednak późno i musieliśmy wracać. Będziemy tu następnego dnia.

 

 

Wyjazd z Puźnik drogą na Zalesie

Wycofaliśmy się z centrum Puźnik do stawku, skąd poszliśmy z rowerami prosto pod górę, drogą na Zalesie. Za nami mogliśmy zobaczyć widok na całe wzgórze, gdzie znajdowała się wieś. Rzeczywiście musiało być tam kiedyś pięknie.

 

Na samej górze wsiedliśmy już na rower i kierując się w prawo dojechaliśmy polną drogą do przydrożnego krzyża, gdzie byliśmy już wcześniej. Wracamy tą samą drogą przez Barysz .

Byliśmy już trochę zmęczeni i przepełnieni wrażeniami. Po drodze, na przeciwko parku w Baryszu, krótka przerwa na piwko.

Przerwa w Baryszu
Przerwa w Baryszu

Dzień drugi – Nowosiółka Koropiecka

Na drugi dzień pojechaliśmy samochodami i bez rowerów, aby wejść do Puźnik od strony Nowosiółki Koropieckiej. Pojechaliśmy przez Monasterzyska, a następnie drogą H18 do Komarówki, gdzie skręciliśmy w lewo do Werbki, skąd mogliśmy zobaczyć w oddali lesiste wzgórze Puźnik od strony zachodniej.

Werbka - Puźniki
Widok na Puźniki od strony Werbki

Jadąc dalej w kierunku Koropca, zatrzymaliśmy się na sesję zdjęciową ze wspaniałym widokiem na Dniestr. W Koropcu zrobiliśmy krótki rekonesans, zobaczyliśmy pałac Badenich, rzekę Koropiec i ruszyliśmy dalej w kierunku Nowosiółki drogą na Zubrzec i Porchową.

 

Parę kilometrów za Koropcem skręcamy w lewo i wjeżdżamy do wsi Sadowe. Taka jest obecna nazwa Nowosiółki Koropieckiej, która przed wojną była wsią bardzo blisko związaną z Puźnikami i również w zdecydowanej większości wsią Polską. Stąd pochodziła większość szlacheckich rodzin, które dały początek Puźnikom.

Zaparkowaliśmy samochody przy kościele. Wieś była kompletnie opustoszała. Spotkaliśmy jedynie starszą babcię, która powiedziała nam, że wszyscy mieszkańcy poszli na pogrzeb. Mogliśmy swobodnie przyjrzeć się poszczególnym domom, z których kilka wyglądało naprawdę uroczo. Być może, gdyby Puźniki nie zostały po wojnie zrównane z ziemią, to dzisiaj wyglądałyby podobnie.

We wsi znajduje się zrujnowany budynek szkoły, jeszcze przedwojennej. Znaleźliśmy pierwszy polski znak – dachówkę wyprodukowaną w fabryce w Płaszowie koło Krakowa.

 

Aby pójść do Puźnik, trzeba iść drogą po lewej stronie dzwonnicy przy kościele, następnie mijając cmentarz po prawej idziemy praktycznie cały czas prosto w dół.

Droga do Pużnik w Nowosiółce
Droga do Puźnik w Nowosiółce

Na horyzoncie widać las, gdzie znajdują się Puźniki. Czas przejścia z Nowosiółki do Puźnik zajmie nam około 40 minut.

Na horyzoncie Puźniki
Na horyzoncie Puźniki

Wejście do Puźnik od strony Nowosiółki

Na samym dole jest rozwidlenie, gdzie należy skręcić w prawo i iść do góry. Rozwidlenie to wydaje się być dobrym miejscem, gdzie można ewentualnie dojechać zwykłym samochodem osobowym i stąd dalej iść już pieszo.

W chwili, gdy zbliżaliśmy się już do Puźnik, zobaczyliśmy za sobą kondukt pogrzebowy, który udawał się do kościoła w Nowosiółce, prawdopodobnie z miejsca nazywanego w dawnych czasach „Łopuszna”. W większości byli to zapewne mieszkańcy wsi Sadowe.

Gdy byliśmy już na wzniesieniu, droga skręca łagodnym łukiem w prawo i omija Puźniki od południa dochodząc do podmokłego skrzyżowania przy Kolonii, na którym byliśmy dzień wcześniej. Nie wiedzieliśmy, czy idąc na wschód znajdziemy jakąś dogodną drogę w lewo prowadzącą do Puźnik. Zdecydowaliśmy się zatem znaleźć jak najkrótszą trasę i poszliśmy prosto przez pole a następnie skosem na północny zachód. Przejście to pokrywało się mniej więcej ze starą drogą łączącą centrum Puźnik z Nowosiólką, która dzisiaj jest jednak kompletnie zaorana.

Idąc polem należy kierować się do lasu bardziej w lewo, do miejsca, gdzie znajduje się przecinka na linię energetyczną, co pozwala na dotarcie do centrum Puźnik od strony cmentarza.

 

Cmentarz w Puźnikach

Idąc przecinką w dół, natknęliśmy się na pierwsze groby, Heleny Kusińskiej i Józefa Jedlińskiego. W tym miejscu, stary cmentarz otoczony pierwotnie podmurowanym płotem, łączy się z nowym cmentarzem puźnickim, będącym przedłużeniem starego cmentarza. Niestety, teren ten został w dużym stopniu zdewastowany, co wynika z tego, że przebieg linii energetycznej został wytyczony akurat tędy.

Pochówki na nowym cmentarzu odbywały się już w czasie wojny, kiedy to nie stawiano kamiennych nagrobków tylko drewniane krzyże, przeważnie dębowe.  Znaleźliśmy miejsce, gdzie leżało wiele starych krzyży drewnianych, prawdopodobnie wyciągniętych z różnych mogił i rzuconych na gromadę w jednym miejscu. Miałem nadzieję, że odnajdę krzyż z grobu mojego dziadka Antoniego, który wg wspomnień mojego stryja, posiadał pewną cechę szczególną – z uwagi na sęk, został zbity za pomocą dwóch gwoździ. Niestety nie znalazłem.

 

Staraliśmy się odnaleźć jak najwięcej grobów. Każdą znalezioną mogiłę udokumentowaliśmy wykonując zdjęcia oraz pomiar współrzędnych geograficznych. Poniżej znajduje się plan położenia mogił opracowany przez Jacka Baranieckiego na podstawie zebranych i uśrednionych wielu pomiarów satelitarnych.

Plan dojścia

Poniżej znajduje się plan naszej trasy dojścia do samych Puźnik od strony Barysza wraz z naniesionymi istotnymi punktami współrzędnych. Wykorzystałem tutaj dostępną w serwisie GPS Visualizer mapę topograficzną, na którą nałożyłem w półprzeźroczystości mapę satelitarną. Obie mapy nie są zbyt aktualne, ale powinny pomóc w dotarciu do Puźnik każdemu, kto chciałby się tam kiedyś wybrać.

Mapa Puźnik
Mapa Puźnik

Dzień objazdowy

W ostatnim dniu pobytu na Ukrainie, chcieliśmy zobaczyć inne miejsca w regionie wokół Puźnik, w szczególności malownicze zakola Dniestru. Z Buczacza udaliśmy się samochodami przez Monasterzyska drogą H18 na południe, gdzie przekroczyliśmy Dniestr tuż przed Niżniowem. Następnie zwiedziliśmy miasto Tłumacz i jadąc na wschód dotarliśmy do ruin zamku Rakowiec. Ponownie przekroczyliśmy Dniestr przed Łuką i dość trudną drogą dojechaliśmy do Potoka Złotego, gdzie podziwialiśmy ruiny zamku Potockich.

 

Następnie przez Sokołów i Skomorochy dotarliśmy do rzeki Strypy wijącej się wśród górzystych terenów, skąd udaliśmy się na wycieczkę pieszą nad „Wodospady Nad Strypą„. Wzdłuż Strypy pojechaliśmy w kierunku Buczacza do zamku w Jazłowcu, gdzie zamieniliśmy kilka słów z siostrą zakonną ze znajdującego się obok klasztoru Zakonu Niepokalanek. Zwiedziliśmy oczywiście Katakumby Sióstr Niepokalanek.

 

Późnym wieczorem wróciliśmy do Buczacza, aby następnego dnia ruszyć w drogę powrotną do Polski.

***

Marzenie zobaczenia Puźnik zostało spełnione. Cały wyjazd był dla nas bardzo wzruszający a zarazem okazją do odwiedzenia innych ciekawych miejsc dawnych polskich Kresów wschodnich.

Pużniki na liściu
Rowerami do Puźnik – obraz na liściu – pamiątka od córki, Katarzyny Baranieckiej